Spółdzielnia Socjalna - przedsiębiorstwo z odzysku


Przyjmując bardzo specyficzny punkt widzenia można uznać, że wszystko co powstaje ma swe źródło

w umyśle. Pierwszym etapem długiego łańcucha produkcyjnego wszechrzeczy jest jakaś myśl/ idea. Jedne są piękne i silne, o wielkim potencjalne, jak np. ta która przyczyniła się do powstania rzymskiego Koloseum. Musiała być ona bardzo potężna skoro budynek przetrwał do dnia dzisiejszego. Z drugiej strony są takie myśli, których nawet my sami nie pamiętamy po 5 minutach.

Ta sama zasada obowiązuje wszystkie przedsiębiorstwa, spółdzielnie socjalne również.

Pomysły na biznes bywają lepsze lub gorsze, wszystkie jednak oceniane są przez najróżniejsze komisje przyznające tym "najlepszym" środki na rozpoczęcie działalności. Nawet najdokładniej skalkulowany
i napisany wniosek nadal będzie tylko jednym z puli pomysłów. Często pomysłów powstałych w szalonych lub nieświadomych umysłach swych twórców.

Idea, która powołała do życia naszą spółdzielnię musiała być zaprawdę wyjątkowa. Była ona na tyle silna, by bezpośrednio na okres dwóch lat pochłonąć na wyłączność 7 osób, a pośrednio zaangażować ich setki i naprawdę duże sumy pieniędzy. Już jako finalny produkt wpłynęła na lokalną społeczność i ekonomię, a echo jej powstania rozniosło się po całym kraju. A wszystko to i dużo więcej, wywodzi się z jednego małego pomysłu: "chcę mieć swój własny pub".

Ze wszystkich możliwych sposobów powstania spółdzielni socjalnej, nasz pomysłodawca, dr Frankenstein - szalony geniusz, skorzystał z najgorszego, a mianowicie dobrał skład założycielski na drodze tzw. "łapanki".

Odbyło się to na zasadzie pośpiesznego i pobieżnego dobierania przyszłych współpracowników, tak jak gdyby nasz doktor, już lekko zestresowany nadchodzącą "godziną zero" buszował po składziku i mruczał do siebie: "O! te nogi są silne, będą dobrą podporą. O! te dłonie wyglądają na sprawne, będą dobrym pracownikiem. O! ten mózg jest mocno pofałdowany, nada się na managera."

Tak powstały z naprędce dobranych, często niestety wybrakowanych elementów stwór, sztucznie powołany do życia impulsem dotacji i podtrzymywany przy życiu przez kolejne wsparcia, wraz z ich ustaniem zaczął rozłazić się w szwach.

Nieprzypadkowym jest porównanie do Frankensteina, gdyż tak jak i on, tak spółdzielnie często powstają wg idei i planu "genialnego szaleńca", który swoją energią porywa do przedsięwzięcia nieświadomych współpracowników, którzy później muszą wspólnie wychowywać to dziecko-potwora.

Zastanówmy się jednak czy istniał lepszy sposób powstania przedsiębiorstwa społecznego. Zróbmy zatem mały przegląd rozwiązań i możliwości będących niejednokrotnie tematem rozmów z prezesami innych spółdzielni socjalnych. Jest to kierunek, w którym i nasze myśli nieraz uciekały. A mianowicie: "co by było gdyby...."

Co by było gdyby: spółdzielnia socjalna powstała w sposób jeszcze bardziej przemyślamy
i kontrolowany? Dla niektórych ideałem byłoby przedsiębiorstwo społeczne powstałe nie tylko
w oparciu o  szczytny cel przywrócenia osób wykluczonych na rynek pracy, ale głównie w oparciu
o już istniejące struktury i realną potrzebę.

Spółdzielnię taką tworzyłyby osoby prawne i od samego początku miałyby gwarancję odbioru oferowanych usług przez np. gminę czy odpowiedni urząd. Nie byłoby tu specjalnie miejsca dla pasji i osobistego spełnienia, ale kilka osób znalazłoby pewne zatrudnienie.

A co by było gdyby: założyć biznes rodzinny lub w grupie przyjaciół? Ludzi ci znali by się jak łyse konie i nadal, mimo wszystko, wzajemnie się lubili.

Opcja ta nie posiada większej gwarancji sukcesu niż przypadek "łapanki", ale jaka byłaby atmosfera. Prawdopodobnie wszystko odbyło by się bez większych fajerwerków, ale członkowie założyciele przynajmniej wiedzieliby z grubsza na co się piszą.

I może nie zostaliby polskimi Rockefellerami, ale wspólnie, w zaufanym gronie, mogliby prowadzić własny biznes, aby pracować u siebie i dla siebie.

A gdyby tak spółdzielnię powołał do życia doświadczony przedsiębiorca z nielichym kapitałem umożliwającym przetrwanie w początkowym okresie składania wniosku i rozwoju przedsiębiorstwa? Jednym z realiów otrzymania dotacji jest to, że osoby uzyskujące dotację muszą wyrejestrować się
z Urzędu Pracy (czyli tracą ubezpieczenie zdrowotne i prawo do zasiłków). Jednocześnie spółdzielcy nie mają czasu ani możliwości, aby dorobić na czarno, bo przecież trzeba rejestrować firmę, remontować lokal, a do pierwszych zysków i wypłat jeszcze bardzo daleko. Taki biznesmen miałby również szerokie kontakty w odpowiednich kręgach, księgowego i prawnika na każde zawołanie (których doradztwo np. nie zostało przewidziane w projekcie). W końcu taki biznesmen wiedziałby dokładnie jak postępować z pracownikami i jak zarabiać prawdziwe pieniądze, co powinno być nadrzędnym celem każdej działalności gospodarczej.

Wariacją ostatniej wersji jest spółdzielnia złożona z zarządów byłych spółdzielni. Ludzie ci orientowaliby się w problematyce dotacji i przedsiębiorczości, potrafiliby poświęcić się dla dobra sprawy i trzeźwo oceniać sytuację. Każdy z nich byłby zmotywowany i świadom swoich oraz kolegów kompetencji. Potrafiłby wydzielać zadania, jednocześnie umiejąc przystosować się do decyzji przełożonych.

Niestety prawie każda z tych opcji jest mocno uogólnioną, przekoloryzowaną utopią, a my w plusach każdej z nich upatrujemy ratunku dla naszych problemów.

Tak czy inaczej drodzy Państwo, mamy to nasze paraprzedsiębiorstwo, złożone z mniej lub bardziej przypadkowo dobranych osób, które posiadają, czego zresztą można było się spodziewać, bardzo odmienne systemy wartości, potrzeby, sposoby pracy i komunikacji (lub ich brak). Zamiast swobodnego i dobrowolnego uczestnictwa, są one zobowiązane umową i wytycznymi projektu do trwania w tym 16-18 miesięcznym związku który wydaje się być świętszy i zarazem straszliwszy niż przysięga małżeńska, bo ta przynajmniej z założenia jest składana świadomie.

I znów na myśl przychodzi pozszywany z różnych elementów "potworek" w którym członkowie założyciele, do tej pory będąc autonomicznymi jednostkami teraz muszą funkcjonować jako spójna całość. I tak jak książkowa postać, tak nowa spółdzielnia jest jak dziecko, które przebudziło się w obcym świecie, którego nie rozumie. Jest przerażone własną egzystencją i oczekiwaniami jakie wszyscy wokół zdają się mieć w stosunku do niego. Ale najbardziej przerażająca jest, większa lub mniejsza, świadomość, że powstało z wybrakowanych elementów.

Można by dużo pisać o mentalności i specyfice zachowań członków spółdzielni socjalnych.

W tym miejscu zaznaczmy jedynie i nie będzie to brutalne lecz prawdziwe, że jeśli członkowie spółdzielni są osobami wykluczonymi społecznie z powodu długotrwałego bezrobocia, to są one bezrobotne nie bez powodu. Istnieje zestaw bardzo charakterystycznych cech które powodują, że naszą spółdzielnię, pół żartem, pół serio określam mianem paraprzedsiębiorstwa.

Jest też dużo prawdy w stwierdzeniu, że sami spółdzielcy boją się być "prawdziwymi" przedsiębiorcami, podejmującymi ryzyko i biorącymi odpowiedzialność za siebie i firmę. Trudno jednak oczekiwać tego od ludzi występujących po raz pierwszy w życiu w rolach, których zasadniczo nigdy samodzielnie nie powinni doświadczyć.

W przypadku spółdzielni socjalnych bardzo rzadko sprawdza się strategia "wrzucania na głęboką wodę",
a jeśli już to zawsze odbywa się to ogromnym kosztem. Ktoś mógłby powiedzieć, że nie ma nic za darmo, ale czy można oczekiwać od 7 osób całkowitego poświęcenia przez okres 12-18 miesięcy bez jakielkolwiek gwarancji na poprawę warunków niezależnie od podejmowanych wysiłków?

Można by zatem zapytać: czy należy zaniechać produkcji takich hybryd, częstokroć rodzonych w wielkich bólach, z nikłą szansą na przeżycie i mogących wywołać więcej szkód niż korzyści?

Nie ma jednej prostej odpowiedzi na to pytanie, ponieważ istnieją różne miary sukcesu i zbyt wiele czynników, które o jego osiągnięciu decydują.

Jedno jest pewne, im większe doświadczenie i świadomość skutków podejmowanych decyzji, tak u pracowników instytucji wdrażających, jak i u osób wnioskujących o dotacje, tym większa szansa na  powodzenie.

 

Wojciech Łazuka, Spółdzielnia Socjalna Fantasy Inn, Katowice, 21.04.2014 r.